Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Trup powinien mieć znacznie więcej rozumu...




Dodaj do UlubionychKsięga Gości ♣ 4819
Zamknij okno
2011 IX




Nie chcę kwiatów. Daj mi łeb trupa.

Przedsłowie:
Rozdział z poślizgiem, aż nie miło. Jako, że zawsze lubowałam się w zwalaniu winy na innych, tak i teraz prawię wam: To wina szkoły! Jakby mi tyle nie zadawali, to bym mogła sobie pisać. A tak to zamiast opowiadań pisze jakąś durną rozprawkę z WOK'u. Swoją drogą od razu tu zareklamuję t ę stronę. Mój słit pamiętniczek. Swoją drogą jego powstanie wyjaśnię później.
Co do rozdziału... Dobry? Tego nie powiem, bo wybiłam się z rytmu. Poza tym ostatnio dość ciężko u mnie z motywem rozmowy (piętą achillesową są dialogi, nie mówiąc już o całej reszcie tegoż tekstu).
Serdecznie pozdrawia, wasza otoczona książkami od francuza DollMaster.

 

- Aleks! Ty pojebany debilu jesteś tam, czy już zdechłeś mendo jedna?!
Mój senny basen z wódką i pannami w skąpych bikini rozmył się jak kamfora, zastąpiony ostrym sopranem, jakiego nie pożałowałaby nawet Diva operowa. Od takich głosów pękają okna, tudzież inne przedmioty szklane (w tym niestety nawet butelki z drogocenną, piwną zawartością).
- Zdechłem.- Wrzasnąłem, zgniatając walający się ostatni papierek po Snickersie.
- To dobrze, bo już się bałam, że cię będę musiała stąd wywlec.
Kocham tę kobietę. Normalnie kocham ją mocniej niż matkę, ojczyznę i nowe Guitar Hero... A nie bez przesady. Aż tak mocno to jej nie kocham. Ale wracając do obiektu nieczysto platonicznego pożądania to ma 1,58 wzrostu, krzywe nogi i piegi na nosie. I ponad tysiąc w skali IQ. Zajebiście nie?
Przed nosem zatańczyła mi lina, po której "doktor habilitowana" z wdziękiem godnym wojownika sumo, spadła mi z nieba.
- Edytka, złotko!- Wyciągnąłem do niej ręce, w niezwykle wzruszającej scenie, za co oberwałem prawym sierpowym.
Jęknąłem tylko, łapiąc się za nos. To akurat było nieźle nie fair. Tak z zaskoczenia? W dodatku metalową ręką?
W pąsach, ukłonach i po trzydziestosiedmiokrotnym posypaniu głowy popiołem w końcu uzyskałem wybaczenie dr hab. Edyty Góreckiej, za swoje "nierozważne i szczeniackie zachowanie". Nie ma lekko, a z "ynteligęcją" lepiej żyć w dobrych stosunkach...
- Edytko, a ja ci nawet próbki pozbierałem.- Bezczelnie się podlizując wyciągnąłem pasek z elektrycznymi probówkami.
Odpowiedziało mi wyniosłe milczenie, toteż z nudów zacząłem kopać kamyk w głąb nieszczęsnego korytarza, którym miałem zmierzać już dwa dni temu. Nagle coś mnie tknęło, taki impuls i genialna myśl w jednym. Skoro nie spotkałem żadnych gryzoni to znaczy, że coś je a) zjadło b) wybiło c) otruło.
- Zostaw ten antyk.
Bezczelność! Wielka pani doktor uważa, że skoro broń ma więcej niż siedemdziesiąt lat to nadaje się tylko do muzeum. W obronnym geście pięciolatka chowającego swoją zabawkę, wrzuciłem TT-33 do kieszeni i z miną nr.324 (czyli "jestem wielce obrażony") zająłem się rozpracowywaniem mapy elektronicznej.
- Za trzysta metrów będzie obniżenie. Dalej już nie mam danych.
- Więc je trzeba dorobić. Masz pół godziny.
Jest dobrze. Ton głosu Edytki spadł mniej więcej do normalnych, słyszalnych dla człowieka decybeli. Zarzuciłem na ramię plecak, z rekrutowym "Taa, jest pani generał", po czym bez większych chęci ruszyłem się w stronę serca korytarza. Co ja gadam?.. Gdy tylko ulotniła się mi za zakrętem od razu dorwałem się do swojego antycznego cacuszka, modląc się, żeby mi jakiś niehumanitarny obiekt eksperymentalny zwany jako mutant, wyskoczył zza kamienia.
- cip, cip zwierzaczku.- Mruknąłem cicho, cmokając przy tym jak rasowa poganiaczka gąsek. A może one wołały: taś, taś? Pierdolę. Będzie cip, cip i koniec kropka.
W końcu dotarłem na skraj mapy, czyli do skalnej ściany. Koniec drogi.
- Po chuj Ruskim korytarz bez końca?- Dotarła do mnie jakaś zbłąkana idea, zmuszająca mnie do ciężkiej czynności zwanej myśleniem. Fakt. Ruscy może i głupi są, ale roboty na darmo ni odwalają. Czas na zabawę w archeologa. Z powodu braku narzędzi po prosu wyjebałem glanem w ścianę. Efekt? Ból wszystkich pięciu palców, śródstopia, kostki i niezliczonej ilości innych nerwików, jakimi obdarzyła mnie Bozia w kończynie dolnej. Ale trochę tynku odpadło. I zaczęło się coś odsłaniać. Zajebiście, puzzle.
- Edyta, mam coś.- Niezwykle inteligentnie konstruując zdanie drogą elektroniczną, powiadomiłem swoją nieobecną towarzyszkę, która jakimś cudem pojawiła się dziesięć minut później. Nie chcę wiedzieć, co ona robiła tam tyle czasu, naprawdę wolę spać spokojnie.
Metodycznie odrywając tynk dotarłem do jakiegoś napisu. No proszę. Swastyka i klątwa po rosyjsku.
- Czy czujesz się równie podniecona, co ja pani Edytko Carter? Sądzę iż będzie to odkrycie na miarę grobu psa Hitlera, lub być może jego kanarka!
Rzuciłem poważną uwagę, starając się stłumić śmiech. Swoją drogą ciekawe po cholerę komuniści zadawali sobie tyle trudu żeby tu kogokolwiek grzebać. Jakby nie mogli po prostu spalić trupów. Przyjrzałem się uważnie swastyce, dostrzegając pewne zarysy krążka.
- To brzmi jak z jakiegoś taniego horroru.- Stwierdziła Edyta, siłując się z krążkiem, który był... korkiem? Wyskoczył z cichym "pyk”, po czym nagle twarz Edytki zrobiła się zielonobiała. Ale może to od tego, że z dziury buchnął smród zgnilizny...
- Aleks... Ile masz naboi?- Zapytała sucho, wpatrując się przez dziurę do wnętrza jaskini.
- Z trzydzieści, plus dwa z opóźnionym zapłonem.- Słowo, że takie są najzajebistrze pod słońcem. Idzie do ciebie taki dryblas z mafii, to mu strzelasz w czoło, a nabój robi tik, tak i rozsadza go od środka. Lepsze niż amerykański Hollywood.- A co?
Nie będzie tracić moich cennych naboi na jakieś trupy. Odskoczyła od dziury, w której... pojawiła się rozpadająca łapa.
- Kurwa...- Wyrwało mi się. Ogólnie to przy pani doktor staram się hamować. No, ale to już normalne nie było.
- No właśnie.
- Ilu?
- Wielu.
Niezwykle mądrą konwersację, przerwał huk kopniaków wymierzanych w przeciwną stronę ściany. Odsunąłem się, przezornie ładując naboje.
- Prawdopodobieństwo, że się przebiją wynosi koło 35,2367 procent...- Odezwała się niepewnie.- Przy naporze ponad dwudziestu ciał na skalny blok o masie...
- Przestań mi pierniczyć fizycznymi wzorami.
Einsteinem z tej dziedziny nie jestem, więc niech lepiej oszczędza wiedzę na później. Po diabła mi tłumaczy coś, co i tak zapomnę nim skończy się wysilać? Odsunąłem ją od skały zamykając swastyką dziurę.
- Potrzebuję próbek.- Powiedziała wściekła, próbując dobrać się do korka.
- Wrócimy jak naładuję magazynek.
- Było mu chociaż rękę urwać! A tak to, co? Z czym ja wrócę?! Z powietrzem i wspomnieniami?
Zamilkła, kiedy ściana zadrżała, a kilka kamieni odpadło ukazując lufcik tuż pod sklepieniem.
- Zmywamy się.
No proszę, więc nawet ją obleciał strach.
- Idź.- Mruknąłem, wyciągając granat czasowy. Nawet ja wiedziałem, kiedy go wyrzuć, żeby nie rozpierniczyć ścian, a zabić wiecznie-żywe-trupy.- Będzie głośno.
Po raz pierwszy odkąd pamiętam, ta kobieta nie zaprotestowała. Dzień godny odznaczenia w kalendarzu. Mój kopniak w ścianę oderwał jeszcze kilka kamieni, pomiędzy którymi ukazała się twarz zdechlaka. W życiu widziałem wiele paskudnych rzeczy, ale to przechodziło już ludzkie pojęcie i granice dobrego smaku.
- Powinieneś zdechnąć już za sam wygląd.- Warknąłem do niego, odczekując aż przeciśnie się przez otwór. Zablokował się! Zero wyczucia czasu. Wrzasnął coś zbytnio nie artykułowanego.- Przykro mi stary, ale doktor chciała twój łeb. A wiesz, wolę z nią nie być na wojennej ścieżce. Chociaż w twoich czasach to się chyba dawało kobietom kwiaty, nie? Teraz bez DNA zombiaka ani rusz.
Odstrzeliłem go, jednocześnie obryzgując się krwią. Będzie, że walczyłem z całą gromadą. też nieźle. Teraz tylko cierpiętnicza mina i wrzucamy granacik. Niemieckie dzieci się nad nim pochylą i kabum! Będzie po nich. Idealne zakończenie idealnej misji. Wydłubałem swastykę ze ściany i odpaliłem. Ciche stuknięcie tylko mnie utwierdziło, że trafiłem na czerep jakiegoś nazisty.
- No to idziemy, Hans.- Złapałem mojego nowego przyjaciela (taki best friend forever) za nadgniłe ucho i... po kilkudziesięciu krokach wyjebałem się do tej samej dziury co wcześniej. czy ja mam kurwa déjà vu?!


Głosuj (1)

DollMaster 14:56:56 20/09/2011 [komentarzy 1] Komentuj